Dzisiaj Samantka była na kolejnym weselu w swoim jeszcze dość króciutkim życiu. Jest taka malutka, zaliczyła już kilka większych imprez w swoim życiu. W sumie to nie wiele mniej ode mnie
Pogoda na ślub była bardzo dobra- ładna, słoneczna i ciepła- w sam raz. Podczas Mszy św. wyszłam z Niunią w trakcie, bo próbowała zasnąć, ale ponieważ ciągle coś się działo, to nie mogła. Wyszłam z Nią na zewnątrz i od razu oczka Jej się zamknęły. Nie pospała za długo, bo 30 min, ale lepsze to niż nic.
Na przyjęciu też była bardzo grzeczna. Siedziała w wózku albo na kolanach albo sobie tuptała- raz ze mną, raz z Rafałem. Byłą bardzo grzeczniutka. Nie było z Nią najmniejszych problemów.
Ciotkom, Wujkom i kuzynostwu Rafała- wszystkim się podoba. Wiele osób chciało Ją brać na ręce, ale wówczas Sami poważniała i wyciągała rączki do mnie i do Rafała ( w zależności od tego, które z Nas było bliżej).
Sami ma nawet pamiątkowe zdjęcie, na rękach Pana Młodego. Łukaszowi bardzo się Niunia spodobała. Było to widać- bo chciał Ją nosić, prowadzić za rączkę, a Samantka nie chciała. Była bardo uważna, bacznie się każdemu przyglądała i zwracała baczną uwagę czy przypadkiem ktoś obcy nie chce Jej wziąć za rączkę.
Bardzo posmakowało Jej jedno z ciast. Zjadła w sumie 1,5 kawałka. Kiedy zaczęła już być zmęczona, ok 21:30, zaczęliśmy się zbierać do domu. Przywiózł Nas Zbyszek Magdziarz. Z wesela poszliśmy o 22-ej, a w domu byliśmy 45 min później
Tylko Raf miał jeszcze mieszane uczucia do powrotu bo Mu się podobało- my z Niunią się wybawiłyśmy w sam raz. Ja już też byłam zmęczona, a wesele jest od tego, żeby się dobrze bawić, a nie męczyć. A na przyszły rok zapowiadają się już następne śluby…










