Lipiec

26

Łososiowy zawrót głowy!

Od jakiegoś czasu dręczy mnie myśl, iż źle odżywiam Samcię- monotonnie, mało witamin. Od 2 tygo. regularnie, codziennie daję Jej jakiś owoc bądź sałatkę owocową. Wcześniej dawałam Jej owoce od czasu do czasu. A obiady…najbardziej to nich dręczyła mnie myśl monotonii

Pytałam o jakaś poradę lekarzy, ale tu się niczego nie dowiem… Zawsze słyszę to samo: “Może Jej już Pani dawać praktycznie wszystko, poza marchewką, która wywołuje u Niej atopowe zapalenie skóry. Należy unikać ostrych rzeczy i absolutnie nie wolno takim maluchom dawać rzeczy smażonych. Ma to być lekka, łatwostrawna kuchnia.” A taka rada, to dla mnie żadna rada! Nie jestem idiotką, która 16-miesięcznemu maluchowi będzie dawała jakieś fastfoody.

Jeśli chodzi o kupne obiadki, to są tylko dwa smaki bez marchewki, i to tylko firmy HIPP. Gerber ma wszystko z marchewką. Gotowanie domowe- złapałam się na tym że wygląda też monotonnie. Albo kurczak, brokuł i ziemniaki, albo kurczak, kalafior, ryż i pietruszka. Na dodatek w piątek i sobotę Niunia zaprotestowała- nie chciała zjeść mojego obiadku. Wykrzywiała się i… nie smakował Jej! To było straszne! Pomyślałam sobie: “Dość tego! Jesteś Matką i bierzesz się do roboty i porządnego gotowania”.

Próbowałam dowiedzieć się czegoś od koleżanek ze studiów- większość z nich miała dzieci jeszcze przede mną. Niestety tutaj rady były znikome:

- większość nie miała marchewkowego problemu

- najczęstszym problemem była skaza białkowa,więc dziewczyny nie miały problemu z gotowaniem

- odzew na moje prośby o rady był raczej mało pomocny: “Oj, to było tak dawno temu…nie pamiętam”, “Moje szkraby nie miały nietolerancji pokarmowej, więc kompletnie nie mam o tym pojęcia. Zdrówka życzę.”

- tylko jedna koleżanka doradziła mi nieco więcej, konkretniej, bo sama jak to ujęła “nie jedno z dzieckiem przeszła”. Wreszcie dostałam konkrety- a mianowicie rady od niej i stronę na której jest dużo przepisów dla dzieci z nietolerancją pokarmową, problemami rozwojowymi żołądka a nawet alergików. Super!

Tak więc zaczęło się ostre grzebanie w sieci i w przepisach. Znalazłam kilka fajnych, apetycznie brzmiących przepisów, które w najbliższym czasie mam zamiar wypróbować…

Jedno mnie zaskoczyło. Ania, której dzidzia miała nietolerancję pokarmową napisała mi, ze ona potrawy po 13-14 miesiącu zaczęła przyprawiać (leciutko), bo Jej dziecko też już nie chciało jeść. U Niej to poskutkowało apetytem, a dziecku wcale nic się nie działo. U takich dzieci lekarze zalecają późniejsze wprowadzanie przypraw- po 18, 1 nawet 24 miesiącu. Wypróbowałam to dzisiaj…

Na obiad zrobiłam Niuni łososia. Co prawda miał to był przepis: Łosoś z brokułowym sosem, ale w żadnym warzywniaku w okolicy nie było dzisiaj ani brokuła ani kalafiora. Znowu musiałam improwizować z obiadkiem dla Samantki. Tym razem byłam jednak bogatsza i o rady Ani i o rady i przepisy znalezione w sieci! Zrobiłam łososia z ziemniaczano- selerowym puree. Do tego troszkę łagodnych przypraw. Oj, jak to Samantce smakowało! Aż się uśmiechnęła, jak skosztowała pierwszą porcję tego obiadku. Już dawno nic Jej tak nie smakowało! Naprawdę, aż mi się wesoło zrobiło- miło, że je coś z takim apetytem, a do tego z mojej kuchni! Było mi bardzo, bardzo przyjemnie!

Cieszyłam się też dlatego, że w sieci znalazłam masę artów jakie ryby są ważne w diecie takich Maluszków.

Z dzisiejszego mojego ślęczenia nad stronami www z przepisami, poradami i nad garami przyniosły same plusy! :)




Komentarze zamknięte