Znowu musiałam budzić Samantkę… a Ona znowu była z tego powodu nieszczęśliwa… Wczoraj wstała o 9:17, a dzisiaj o 9:50 jeszcze sobie smacznie chrapała. Z budzeniem Jej zwlekałam tak długo jak to tylko było możliwe. W efekcie o 9:58 poleciałam do przychodni Ją zarejestrować. Sama. W tym czasie Rafał do dobudzał. Rejestracja była do 10-tej, ale mi się udało. Po przyjściu po Samcię zastałam Ją z gołą pupcią. Rafał przewijał kupkę.
Pani Doktor przyjęła Nas bez problemu. Byłą do 10:30, a ja w przychodni razem z moją Córcią byłam o 10:12. Poza Nami nie było nikogo innego. Dzisiaj to warto było iść. Samantka jest z-d-r-o-w-a !!!
Och jak się cieszę!
Lekarstwa…asekuracyjnie antybiotyk zostaje jeszcze przez 2 dni, lek osłonowy na żółądeczek przez 4 dni (2 dni po zakończeniu antybiotyku) i syropki do piątku włącznie. Przy nawrocie trzeba uważać. Lepiej dać ciut więcej niż za mało!
Po południu Sami widziała się z Chrzestnym. A wieczorkiem byłam z Niunią na spacerku (18:35- 20:41). Och, jak się cieszyła kiedy sobie tuptała po alejkach spacerowych. I wszystko dotykała- trawę, liście, patyki…
Brała do rączki, oglądała i odkładała tam skąd je wzięła. Jaka Ona słodziutka! W tym czasie Tatuś miał spotkanie bussinesowe.


