Kwiecień
23
Bliskie spotkanie z igłą…
Rano musiałam budzić Niunię… Mieliśmy umówiony termin do lekarza na godz. 11:15, a o 9:30 Ona jeszcze w najlepsze sobie spała. Do przejechania mieliśmy pół Krakowa, więc chcąc nie chcąc (w sumie to nie chcąc) musiałam iść o 9:40 i zacząć Ją budzić. Bardzo ciężko Jej się budziło, chciała jeszcze pospać, ale kiedy po 8 min. otworzyła oczka i mnie zobaczyła, przepięknie się uśmiechnęła. Szybko i sprawnie Ją przewinęłam, ubrałam i nakarmiłam i o 10:10 wyszliśmy.
Po drodze rozdzieliliśmy się z Rafałem, bo On miał do załatwienia sprawy firmowe. Do lekarki poszłyśmy same. Na miejscu byłyśmy o godz. 11:07, a więc trochę przed czasem. W gabinecie był pacjent, wyszedł o 11:20, a chwilę po nim Lekarka- gadając przez komórkę. Wróciła o 11:33 i zawołała pacjenta, który przyszedł po Nas i miał na 11:30. Wkurzyłam się. Kiedy wyszedł i lekarka zawołała mnie, zapytałam czemu przyjęła osobę, która była po mnie, przede mną. A Ona na to, że się spóźniłam a na każdego Pacjenta ma przydzielone 15min. Nie pierwszy raz byłam u tej lekarki i już wiedziałam, że ma hopla na punkcie punktualności. Powiedziałam, że była o 11:05 i że to nie moja wina, że pacjent, który był w środku jak ja już przyszłam zajął moje 5 minut!! No to mnie wtedy ta lekarka przeprosiła… Wrrrr!!!
Samantka nie chciała się dać zbadać, nie podobała Jej się ta lekarka, ale obeszło się tylko z grymasem niezadowolenia. Wszystko w porządku. Sami jest zdrowa, czysta osłuchowo i ma ładne gardełko. Ulżyło mi, zważywszy że Rafał o 2,5 tyg. ma chore zatoki i pyrcha po całym domu.
Zaszczepiliśmy Niunię. Dzisiaj na różyczkę , odrę i ospę (co może wywołać wysypkę i gorączkę nawet do 14 dni) oraz na pneumokoki (ostatnia dawka).
Pani Doktor nie mogła uwierzyć, że Sami już tyle ząbków!! Aż sama liczyła czy faktycznie jest ich aż 12- ale ja dobrze wiem ile ząbków ma moja Niunia:) Nie myliłam się więc
Korzystając z ładnej, wiosennej pogody po szczepieniu poszliśmy na spacerek (nie za długi bo Raf musiał wracać do pracy), ale za to w Trójeczkę






